Zdarzyło Wam się kiedyś szukać kamuflażu, który sprawi, że na strzelance staniecie się dla przeciwnika dosłownie niewidzialni? Ostatnio ruszyliśmy w teren przetestować w głębokim lesie mój nowy zestaw maskujący – legendarne już ghillie od Kicking Mustanga (KMCS). Zrobiliśmy konkretny rajd: ponad 9 kilometrów ostrego marszu, podejść, czatowania w gęstwinie i czołgania się w pełnym szpeju. Warunki w terenie dały popalić, ale dla dobrego testu z czystej upartości nie odpuściłem ani na moment, sprawdzając, jak ten system radzi sobie podczas intensywnego ruchu i długiego zalegania na pozycji snajperskiej. Oto moje wnioski z pierwszego tak mocnego wyjścia w tym szpeju: 1. Wtopienie w tło na najwyższym poziomie Trzeba oddać Mustangowi jedno – system maskowania KMCS to jest absolutna topka. Konstrukcja bazy, ułożenie sztucznego barszczu oraz liści sprawiają, że kontury sylwetki całkowicie znikają. Podczas testów w gęstym, śląskim lesie chłopaki potrafili przejść kilka metrów ode mnie i nie mieli pojęcia, że ktokolwiek tam zalega. Jeśli dobrze dobierze się naturalną roślinność jako uzupełnienie, to ghillie robi z człowieka ducha. 2. Ergonomia w czołganiu Zestaw został zaprojektowany typowo pod snajperskie rzemiosło. Podczas czołgania się czy dłuższego leżenia w krzakach, liście i elementy maskujące nie czepiają się nerwowo każdej gałęzi. Materiał bazowy jest wytrzymały i nie rwie się przy kontakcie z ostrymi jeżynami czy suchymi gałęziami, co przy dystansie ponad 9 kilometrów było dość twardym testem wytrzymałości. 3. Druga strona medalu, czyli termika KMCS wtapia w tło genialnie, ale trzeba pamiętać, że to potężna, wielowarstwowa warstwa maskowania. Zakładając pełny setup, czapkę, kapuzę i kominiarkę, budujesz na sobie regularny termos. Przy intensywnym marszu i zerowej wentylacji pod szpejem robi się potężna sauna. Po zejściu z obrotów i zdjęciu zestawu zmęczenie i nagłe przegrzanie potrafią uderzyć ze zdwojoną siłą, dlatego na strefie bezpiecznej warto od razu zrzucić kaptur i dać ciału odetchnąć. Szybkie podsumowanie dla snajperów: Kamuflaż: 10/10 – w krzakach jesteś nie do wykrycia. Wytrzymałość: Solidna baza, która wytrzyma ostre tyranie po glebie i chaszczach. Pro-tip: System robi niesamowitą robotę, ale pilnujcie wody w termosach. Przy dłuższych marszach w pełnym KMCS nawodnienie to absolutna podstawa, bo pod spodem gotujesz się błyskawicznie. KMCS przeszedł chrzest bojowy i zostaje w moim stałym szpeju snajperskim. Wyciągajcie wnioski, dbajcie o chłodzenie na postojach i do zobaczenia w lesie!